Śmieszne nazwiska :D

Temat: Wymiana funtów szkockich - gdzie ?


Orjentuje się ktoś gdzie moge wymienić 20 funtów szkockich na PLN w
okolicach
Śląska (najlepiej Katowice, Gliwice, Tychy) lub okolic Kielc

Nita.


Przykro mi, ale chyba możesz sobie Twoje 20 funtów włożyć do klasera lub
wysłać do znajomego ze Szkocji z prośbą o wymianę.
Podobną sytuację miałem (co prawda w 1999 r.) i konsekwentnie we wszystkich
bankach odpowiadano mi, że nie ma ich w katalogu banknotów i nie można ich
wymienić. Nikogo nie interesuje to, funt szkocki ze ma tę samą wartość co
funt angielski.
Istnieje jeszcze jedno rozwiązanie. Możesz kupić bilet i przejechać się
autokarem do Londynu, gwarantuję, że tam wymienisz bez problemu Twoje
pieniądze ;)

jb


Źródło: topranking.pl/1231/wymiana,funtow,szkockich,gdzie.php


Temat: funt brytyjski i irlandzki
Tylko po co te kombinacje made in Poland ?
Spoko :)
Tak, ze szkockimi tak jest.

Jaja sobie uczynic pozwolilem, bo pytanie nie brzmialo mi powaznie nie dlatego,
ze problem wymiany funtow 'nieangielskich' w swiecie nie istnieje.
Zdopingowaly mnie do tego niezwykle abstrakcyjne opcje, ktore wydawalo mi sie
nie mieszcza sie w standardowym rozumowaniu.

Oczywiscie, ze funty np szkockie (czy polnocnoirlandzkie - jak sie nawina)
wymieniamy przed wyjazem z krau na angielskie z buzka Eli, o czym autorka postu
glownego przeciez jak sama zaznaczyla - wie.

Scenariusz:
jesli tak sie zlozy,ze stezauryzujesz /nazbiera Ci sie plantacja sakiewek 10-
cio, 20-to i 50-pensowek, to masz problem,bo wymiana bilonu brytyjskiego w
Polsce jest niemal niemozliwa (lub bardzo trudna-nie slyszalem, ale moze sa
jakies ekstrawaganckie kantory?).
Jednak jesli wiesz o tym (tak jak autorka wie o problemie - sama zaznacza) to
czy a la lewa reka do prawego ucha kombinujesz zeby je przepoczwarzyc w dolary
(???) i potem znow tracic na zmianie w Polsce na zlotowki, czy tez po prostu
wymieniasz monety na banknoty w kraju, gdzie powszechnie sa akceptowane ?

A tu sprawa jest przeciez niemal identyczna.

Swoja droga, nie wiedziec czemu myslalem, ze w polnocnej czesci Anglii
przychylniejszym okiem patrzy sie na szkockie funty, choc fakt faktem -
Birmingham skrajem polnocy Anglii nie jest.

Pozdro :)


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,720,63373549,63373549,funt_brytyjski_i_irlandzki.html


Temat: Szkocja - waluta
Gość portalu: funty napisał(a):

> z tego co mi wiadomo tak - przed wyjazdem do Polski pamiętać należy za to,żeby
> wymienić tam funty szkockie na angielskie,bo w Polsce można mieć problemy ze
> szkockimi

W Polsce nie wymienisz szkockich banknotów nigdzie.
W kantorze kupuj tylko 5, 10 i 20-funtówki, nikt we Szkocji nie przyjmie
angielskiej 50-ki, bo jeszcze nikt nie zobaczył prawdziwej.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,115,27485949,27485949,Szkocja_waluta.html


Temat: Internet + "kablowka"


On Tue, 13 Jan 1998 20:52:01 -0000, J.Wszeborowski <ws@clara.netwrote:

PKO BP nie jest wlasciwie  bankiem i jak wiem  kiwa ludzi jak moze.


Właśnie dotarliśmy do sedna sprawy - dodam że nei tylko PKO BP...
Dlatego czekam na konkurencję ze strony banków zagranicznych - będzie możliwa
chyba od przyszłego roku? Ale też sobie wiele nie obiecuję szybko -
wiele banków praktycznie już weszło na rynek wykupując udziały
i wcale tak super nie jest..


Kazdy  zachodni   Bank wysyla tyle czekow ile sobie zycze gdyz do czasu
PODPISANIA  sa tylko drukowanym papierkiem.


Dokładnie.


Absolutnie sie zgadzam. Klient odpowiada tylko za zgubione lub skradzione
czeki  PODPISANE przez niego- a kto rozsadny podpisuje czek "in blanco". Lub
jezeli wystawil czek  ktorego niechcialby zaplacic (bo zostal oszukany  np.)
a nie odwolal go w odpowiednim czasie. Za wyplacenie czeku odwolanego-
zatrzymanego
ponosi odpowiedzialnosc Bank. Klient  placi ustawowa sume za zatrzymanie
czeku (telefonicznie) i w ciagu  siedmiu dni musi potwierdzic to pisemnie.
Oczywiscie nalezy zawiadomic bank o zgubie lub kradziezy mozliwie
najszybciej zeby ulatwic prace.


A wiesz co narzucają polskie banki? Otóż zastrzegają sie w umowie
z klientem, że odpowiadają za realizację czeków dopiero 3 dni po zgłoszeniu
(albo i później- zależy który bank i gdzie złodziej realizował czek)...
A dla mnie zupełnie niepojęte jest jak w ogóle dopuszczalne jest że
złodziej może zrealizować skradziony czek (bez MOJEGO PODPISU) i przyjmuje
się to za właściwie normalne.

Absolutnie sie nie zgadzam.Sledztwo przejmuje policja i do ustalenia winnego
bank traci tylko odsetki od wyplaconej sumy. Jezeli sprawca nie zostanie
odnaleziony - co u nas zdaza sie bardzo rzadko- lub jest niewyplacalny to
kwestionowana sume bankowi  wyplaca ubezpieczenie.Kazdy Bank jest
ubezpieczony.  Karze podlega rowniez osoba lub
instytucja ,ktora falszywy czek przyjela i bank ktory wyplacil. Kazdy bank
posiada natyuchmiastowa mozliwosc
sprawdzenia podpisu - niezaleznie w jakiej czesci globu jest bank
macierzysty.


No więc jest rozsądnie. A w Polsce albo ktoś kogoś robi w balona albo
prawo bankowe jest mocno do nieczego. No ciekawe - od stycznia właśnie
jest nowe prawo bankowe, widzę że do dyskusji włączyli się fachowcy
- bankierzy więc jestem bardzo ciekaw - może ktoś napisze jak to
wygląda od kuchni w Polsce i czy nowe prawo coś zmienia.


Polskie banki kantuja ludzi jak moga np. wielokrotnie spotykalem sie z
prosba o wymiane starych funtow Angielskich  gdyz  NBP od takiej wymiany
pobiera az 95% kosztow z powodu jak okresla " trudnosci w kraju
macierzystym" co jest nieprawda. Taki banknot  w  KAZDYM  Banku wymienia sie
sume na jaka opiewa bez potracen.
Szwajcaria wymienia swoje pieniadze sprzed pierwszej wojny
swiatowej.


Ta, NBP po prostu nie może powiedzieć że nie wymieni, więc karze
delikwenta w ten sposób. Sam się spotkałem z tym, że delegację bank
mi wypłacił w funtach wycofanych z obiegu w UK... Niby drobiazg tylko
możesz sobie wyobrazić jak latałem w niedzielę na Heathrow w poszukiwaniu
otwartego banku, w końcu wymieniłem jakieś resztki dolarów co miałem przy
sobie żeby choć móc bilet na mtero nabyć.
W dodatku banki nie chcą za żadne skarby przyjmować bilonu w zagranicznej
walucie, ale to już w sumie szczegół. Mniejszy szczegół że np. banknotów
dolarowych to już wiem że trzeba pilnować - za skarby pani nie przyjmie
pogniecionej 100 dolarówki czy nawet 20-tki. Dobrze że USA zaczęły drukować
nowe 100tki- te się jakoś bardziej w bankach polskich podobają.


Źródło: topranking.pl/1792/internet,kablowka.php


Temat: Desert Rose Resort - Hurgada (5*)
(cyt.: Radek 07-06-2003 17:38)

"By nie powtarzać się niepotrzebnie potwierdzam informacje od Joli
(pozdrowienia!!!). Naprawdę należy szczególowo przegladać wydruki hotelowe
ponieważ doliczają, niby przez pomyłkę (w naszym przypadku pomyłki zdarzały
sie przy każdym płaceniu) rachunki innych gości, co może nie jest tak widoczne
na wydruku, ale potrafi przybrac rozmiary połowy rzeczywistego rachunku.
Niemcom, Francuzom oczywiście to nie przeszkadza...
Uwaga - jeżeli przy przechodzeniu przez bramę z waszych toreb zbytnio wystaje
woda, cola albo piwo moga się czepiać. Co bardziej podporządkowanym osobom
odbierano zakupy. Lekarstwem jest nieznajomość języka angielskiego i
sympatyczny uśmiech albo bezpłatny busik z hotelu przejeżdzający przez bramę,
ale zatrzymujący sie przed recepcją (konieczna nieprzeżroczysta torba)
Sam hotel - w porządku, ale w maju pustki - na plaży i przy basenach max. 40
osób, niby zaleta, ale lekko dołujące. 3 duże baseny + super pomyślana
zatoczka, raczej nie ma problemów z koralowcami, są za to meduzy.Piękna rafa,
mnóstwo kolorowych ryb np. skrzydlice, płaszczki - warto mieć chociaż maskę do
nurkowania.NIE MA POLSKIEGO KANAŁU W TV.SKANDAL !!!...
Osobny temat to kierowcy busików.Cena z jaką raczej nie da sie zejść niżej z
Desert Rose to 2 funty, jednakże nawet wcześniej ustalona potrafi
podskoczyć.Zdarzają sie numery z przymusowym przesiadaniem do innego busika -
wtedy lepiej gadać od nowa, bowiem dla nowego kierowcy oczywiste jest, że
ustaliliście 50 funtów za łebka. Naganiacze w busach kombinują z rozmienianiem
np. 250 piastr (najniższy pieniądz w obrocie) albo z zamianą grubego zwitka
pieniędzy na banknot 50 funtowy.Wreszcie przy płaceniu, licząc "zawijają" na
palcu co większy banknot i wrzeszczą że zostali oszukani. Na szczęście nawet
najbardziej pokrzywdzeni uspokajają sie na dźwięk słowa "Touristic Police" i
mozna odejść w spokoju.
Poszukującym żarcia albo napojów w normalnych cenach polecam sieć marketów Abu
Ashra, gdzie chyba jako jedyne w Hurghadzie funkcjonują kasy fiskalne -
pokazujące nawet ceny !!! Co do ciepłego żarcia to egipski Mac'Donald jest
klasą samą w sobie.Miłośnikom mocnych wrażen polecam BigMaca po którym mozna
juz zjeśc nawet rybę Fugu. Wizyty w innych restauracjach...hm...radzę choć raz
przyjrzeć sie jak wygląda sklep mięsny i jak wygląda sam rzeźnik, a amatorom
owoców morza wizytę w porcie.
Wycieczki:
Rafy koralowe - bajer, nawet na kacu, lepiej mieć własny sprzęt chyba że macie
pospolita twarz na która wszystko pasuje.Maski i płetwy rozpadają się przy
pierwszym nałożeniu, za co oczywiście WY musicie zapłacić.
Kair - można dopłacić ok 50 $ ( i tak wychodzi taniej niż u Araba) za 2 dni.
Całkiem całkiem tylko przy piramidach starsznie gonią i rezydenci i zwariowani
egipscy sprzedawcy (najlepiej luz-bluz, nic nie brac do ręki i iśc dalej),
także jest mało czasu na oglądanie, podobnie w Muzeum Egipskim.
Luxor - byliśmy przy totalnym zachmurzeniu a grunt dosłownie jak
żar.Jechalismy z lokalnego biura podrózy za 25$ (a nie 60$ u
rezydenta).Program lekko różnił sie od tego w biurze - zamiast Doliny Królów i
Świątyni Hatszepsut (nie wiem jak to sie pisze) była Valley of the Quenns i
wyspa bananowa. Właśnie podczas tej ostatniej udało nam sie przekonać
przewodnika, żeby zawiózł nas do rzekomo remontowanej Świątyni H. (domyslacie
się zapewne co było ostatecznym argumentem...ostatecznie wyszło 60 funtów za 2
osoby) Może drogo, ale dla nas największa atrakcja w całym Luksorze, dlatego
nie dajcie sie wymanewrować, bo kasa działa cuda - nas we dwoje zawieźli
pustym autokarem 20 km do Św.H. potem do Św.Luxoru (dostepnej w wersji 2-
dniowej), a nastepnie na piwo... "
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,14938,8443851,8443851,Desert_Rose_Resort_Hurgada_5_.html


Temat: Polacy wywożą 50-funtówki w skarpetkach
Polacy wywożą 50-funtówki w skarpetkach
W Wielkiej Brytanii zabrakło 50-funtówek. Brytyjczycy uważają, że imigranci
wywożą funty i trzymają je w materacach.
ZOBACZ TAKŻE
Uwaga na mandaty za wywóz dewiz za granicę (31-05-07, 13:51)
PKO BP otworzy oddział w Londynie (15-05-07, 12:20)
40 tys. polskich firm w Wielkiej Brytanii (28-03-07, 12:31)
Brytyjski bank zatrudnia mówiących po polsku (12-12-06, 09:36)
Drogie operacje w obcych walutach (06-12-06, 13:04)
Brytyjskie banki walczą o polskich klientów (23-08-06, 00:00)
W latach 90. pracujący w Niemczech Polacy zarobione pieniądze przywozili do
kraju w skarpetach. Po ponad 15 latach podobnie robią Polacy, którzy pracują
wWielkiej Brytanii. Tak przynajmniej uważa brytyjski bank centralny.

Bank Anglii ma problemy z ustaleniem, gdzie się podziały banknoty o nominale
50 funtów. Według ostatnich wyliczeń brytyjskiego banku centralnego wartość
50-funtówek powinna wynosić 6,5 mld funtów - donosi jeden z
najpopularniejszych brytyjskich tygodników "Sunday Telegraph".

Wstępne wyniki dochodzenia Banku Anglii wskazują, że do zniknięcia tych
cennych funtów przedstawiających Johna Houblowa (pierwszy prezes Banku Anglii
w XVII w.) przyczynili się imigranci, którzy wywożą je do swoich krajów.
Kozłem ofiarnym stali się pracujący w Anglii Polacy, których na Wyspach jest
już 400 tys.

- Najbardziej wiarygodne doniesienia wskazują na to, że duża suma funtów jest
wywożona do Polski i innych krajów UE - powiedział gazecie "Sunday Telegraph"
przedstawiciel Banku Anglii.

Inwestują w materace

Brytyjczycy ironizują, że Polacy inwestują długofalowo w... materace.

-Pewnie długo tych funtów nie zobaczymy, jeśli teraz służą do wypychania
materaców -powiedział przedstawiciel brytyjskiego banku centralnego.

Pilnie poszukiwane 50-funtówki to banknoty o najwyższym nominale wAnglii,
dlatego ustępują popularniejszym banknotom o mniejszym nominale - 10, 20
funtów.

Sprzedawcy na Wyspach niechętnie przyjmują 50-funtówki. Natomiast kantory
wPolsce traktują je jak pozostałe funty brytyjskie, które Polacy przywożą do
kraju i wymieniają na złote. Sprawdziliśmy wpięciu większych kantorach
(trzech w Warszawie, dwóch we Wrocławiu) i wszystkie miały 50-funtówki. -
Codziennie mamy takie banknoty -powiedziano nam w kantorze sieci Gant we
Wrocławiu. - Banknoty o nominale 50 funtów to codziennie dwie na dziesięć
transakcji brytyjskimi funtami -mówi Magda Koroś z warszawskiego kantoru w
centrum handlowym Blue City.

Skarpeta wygrywa z przelewem

Duża część pracujących na Wyspach Polaków nie ma konta w Anglii, dlatego
wywozi funty do kraju. Nie wszyscy też przesyłają rodzinom zarobione
pieniądze za pomocą przekazów pocztowych. Tymczasem największe brytyjskie
banki, jak HSBC, Lloyds czy NatWest, próbują skusić Polaków specjalnie
przygotowaną dla nich ofertą. Zatrudniły nawet polskojęzycznych pracowników,
jednak oferta tych banków była za droga, by skusili się na nią wszyscy
imigranci. W HSBC tylko 35 tys. imigrantów otworzyło rachunki, z tego 26
proc. stanowią Polacy. Więcej klientów z Polski pozyskał bank Lloyds, w
którym ma rachunek 100 tys. Polaków.

Średnio prowadzenie rachunku w angielskim banku kosztuje 8 funtów, teraz
NatWest proponuje konto już za 2 funty miesięcznie. Za polskim klientem na
Wyspy niebawem ruszają PKO BP i Bank Zachodni WBK.

Bank Anglii może zatem mieć nadzieję, że wkraczające na Wyspy polskie banki
zahamują odpływ cennych 50-funtówek. Wówczas sceptyczni wobec brytyjskich
banków Polacy będą mogli przestać wywozić funty w skarpetach i wybrać
przelewy.

gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,52983,4261518.html
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,720,65156271,65156271,Polacy_wywoza_50_funtowki_w_skarpetkach.html


Temat: Objazdówka z Logostourem - relacja
Dzień trzynasty:
Pobudka o 5:30 - śniadanie, zbiórka i jedziemy do Aleksandrii. Mam wrażenie, że mija pół dnia zanim wydostajemy się z Kairu na autostradę, potem jazda autostradą, od granic Aleksandrii też spory kawałek. W końcu wysiadamy - katakumby. Przydzielona nam przewodniczka Sandra - znowu taka sobie. Pilot mówi nam jej wersję - po czym natychmiast dodaje własną, nie da się ukryć, znacznie bardziej prawdopodobną. Ale co do 'Anubisa z ogonem smoka' mam inne zdanie - to byl Sobek ;->
Z katakumb jedziemy pod kolumnę Pompejusza/Dioklecjana, spod kolumny do odkopanego teatru rzymskiego - nie zainteresowałam się bardziej, ale padła ogólna informacji o możliwości nurkowego zwiedzania zatopionego pałacu Kleopatry - coś dla osób które nurkują.

Przejeżdzamy aleksandryjską Corniche do Fortu Qaitbey zbudowanego na miejscu słynnej latarni na Faros - potem wracamy, kilkuminutowy postój dla chcących zrobić fotki meczetu Abu el-Abbasa el-Mursi (na dziedziniec meczetu prowadzi nas nasz kierowca, znowu opiekuńczo osłaniając nas ramionami przy przechodzeniu przez ulicę).
Po meczecie chwila czasu wolnego. Grupka rozdziela się - połowa pewnie ląduje w KFC, druga połowa w McDonaldzie ;-> My włazimy do McDonalda. Z okna wypatruję coś kolorowego po drugiej stronie ulicy - Fruit Valley, hm...

Po wyjściu przechadzamy się chwilę ulicą, przechodzimy na drugą stronę i trafiamy pod tą Fruit Valley - tak jak myslalam, pijalnia soków, włażę. Facet za kontuarem już się do mnie śmieje, ja w obliczu pryzm owoców różnych nie potrafię się zdecydować, w końcu wybieram to co już znam - i proszę o sok z pomarańczy (obok faceta ceberek z pociętymi na ćwiartki pomarańczami, jak leci, razem ze skórą, nie sądzę aby umyte były ;)
Usiłuję mu zapłacić, facet śmieje się coraz bardziej i pokazuje białemu człowiekowi z buszu, że to jest normalny lokal i płaci się tam, o, tuż przy wejściu jest kasa :)
Śmiejąc się już na całe gardło podchodzę do kasy i płacę dwudziestofuntówką - jestem ciekawa ile to będzie kosztowało... facet w kasie uśmiecha się i tak trochę teatralnie dozuje wydawanie banknotów, bierze z przegródki kasy 10 funtów, potem pieć, potem jeden, potem jeden, potem jeszcze jeden, a na koniec 50 piastrów...! 18,50 reszty - czyli soczek kosztuje półtora funta :)))
Sok rzekomo z limonek, za 10 funtów, jaki nam zaserowano na Ra w porównaniu z tym to jakieś pomyje i pomyłka ;->
Wypijam duszkiem pół kufelka, śmiejemy się już chyba wszyscy - TZ decyduje się na sok z trzciny cukrowej, no być w Egipcie i tego nie spróbować...?! A zemstę mamy... no, gdzieś :)
Podchodzi do kasy i usiłuje zapłacić też półtora funta - facet bierze pięćdziesiątkę i z takim pewnym obrzydzeniem odsuwa od siebie jednego funta. Powszechna radość.
Stoimy pośrodku, pijemy nasze soczki - patrzę, nad kasą cennik, każdy soczek wymieniony imiennie z angielska i z arabska, obok cena - no tak, dzikusy przyjechały i nie znają miejscowych obyczajów :) A najdroższy chyba dwa i pół funta... Granaty, guavy, mango, banany, pomarańcze, limonki, mieszanki...
Próbuję soku z trzciny - lekko mdły, słodki - wyraźnie pachnie trawą! Najbardziej mi przeszkadza ten zapach - ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że spragniona wypijam go sporo, w każdym razie jadalny.
W sumie dobrze, że ten cennik zobaczyłam na końcu. Gdybym go zobaczyła od razu, to pewnie stałabym z godzinę nie potrafiąc się zdecydowac który sok chcę :) BTW - sok-nektar z guavy, butelkowy lub z kartoników, popijałam cały czas :)
Spostrzeżenie post factum: żadne świństwo nas nie dopadło. Może to kwestia mojego strusiego żołądka, TZ delikatniejszy, ale widać już wcześniej się oswoił z miejscową florą. Może nie rzucajcie się na takie przysmaki od razu - ale pod koniec pobytu? :)
W każdym razie osobom odpornym polecam tę pijalnię soków, Aleksandria, naprzeciwko McDonalda w centrum. Wybór bardzo duży, a ceny jak dla nas śmieszne.

Wsiadamy w autokar i przejazd Corniche - chyba najdłuższa Corniche w Egipcie - około 20 kilometrów. Piękna jest :) Ciągnie się od Fortu Qaitbey aż do Parku Montaza gdzie właśnie jedziemy.

Aha - po drodze jeszcze postój i oglądamy z zewnątrz słynną Bibliotekę Aleksandryjską - literka 'ż' na murze Biblioteki wypatrzona :))

W trakcie przejazdu - spada deszcz :) No nieee, deszcz w Egipcie?! :)

Zwiedzamy Park Montaza, podchodzimy aż do brzegu - fale Morza Środziemnego biją wściekle o nabrzeże, pstrykamy fotki z kilkumetrowym pyłem wodnym, obserwujemy koty polujące na dudki i dudki ignorujące koty i już do autokaru i powrot do Kairu... Aleksandrię opuszczamy o zmierzchu, do hotelu dojeżdżamy ok. 20:45, kolacja znośna, spaaaać!
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,622,72786539,72786539,Objazdowka_z_Logostourem_relacja.html